
Niniejszy artykuł powstał na fali dyskusji wywołanej przez planowane odwołanie oraz wywiad z panią Rzecznik, opublikowany w “Dużym Formacie”, a także jej niedawne wystąpienie w TVN24 („Kropka nad i” Moniki Olejnik), ale wątpliwości, które mam zamiar przekazać towarzyszą mi mniej więcej od sprawy postulowania “zakazu seksu przed 18 rokiem życia″. Prywatnie jestem dokładnie po przeciwnej w stosunku do Ewy Sowińskiej stronie barykady polityczno-światopoglądowej, nie cierpiąc zarówno środowisk toruńsko-lprowsko-pisowskich jak i mając ogromny dystans do łagiewnicko-platformianych… ale obawiam się, że w tym przypadku muszę wziąć jej stronę.
Ewa Sowińska została mianowana na swoje stanowisko będąc posłanką LPR w czasach sławetnej V kadencji, czyli okresie, gdy TVP zostało upartyjnione, a media komercyjne, z ITI i Agorą na czele robiły wszystko, żeby ówczesny porządek rzeczy zmienić, doprowadzając do kolejnych wyborów. Akcja, ku mej uciesze się powiodła… niestety, mimo zmiany rządu i składu parlamentu, RPD pozostała taka sama - sukces IV władzy był niepełny, a na to panowie Sowa, Wejchert & Walter, czy nawet Zygmunt Solorz-Żak i rodzina Królów (Króli? W każdym razie chodzi o tych tych od Agencji Wyd. Reklamowej „Wprost” ) nie mogli sobie pozwolić.
Pierwsze kontrowersje pojawiły się wraz z określeniem “listy zawodów, których nie mogłyby wykonywać osoby homoseksualne” - próby izolacji homoseksualistów od dzieci. Pomysł nie tylko poroniony, ale i oburzający – problem w tym, że wszystko wskazuje na to, że nie zrodził się on w głowie Sowińskiej, lecz dziennikarzy nazbyt intensywnie kojarzących jej osobę z ówczesnym wiceministrem edukacji Mirosławem Orzechowskim. 14 kwietnia 2008 pani Rzecznik, w porannej rozmowie z Jolantą Pieńkowską i Wojciechem Jagielskim (DD TVN), jasno podkreśliła, że było to nieporozumienie, (lub też ziennikarska manipulacja – jak kto woli), gdyż naprawdę adresatami feralnej listy miały być “osoby karane za pedofilię”. I zastanawiając się dokładniej - nie mam większego powodu wierzyć walczącym o sensację mediom, niż samej zainteresowanej, która, jak sama podkreśla - nie ma już nic do stracenia, a tym samym powodu do kłamstwa.
Kolejną, najbardziej spektakularną porażką pani Sowińskiej był dobrze wszystkim znany casus teletubisia z czerwoną torebką, Tinky-Winky. RPD została siarczyście przez wszystkich wyśmiana, a za oceanem dorobiła się nawet tytułu idioty roku (także wyolbrzymianego, bo przyznawanego bądź co bądź przez osobę prywatną, na jej BLOGU). Ale za co? Idiotyzmem jest, że damska torebka Tinky-Winky’ego jest, jak to określiła pani rzecznik “homoseksualnym podtekstem”? Na moje oko jest takim podtekstem – z tym, że po pierwsze nie ma w tym nic złego, a po drugie tzw. target serialu „Teletubbies” (czyli przedszkolaki) nie ma o tym bladego pojęcia. Głupotą jest tylko zamartwianie się, że polskie dzieci są narażone na “propagowanie homoseksualizmu”. Ale za takie słowa, tytuł idioty roku należał się 1/4 polskiego parlamentu wtedy, a także lwiej części dzisiaj.
Nagłośniona przez Wprost (nota bene paradoksalnie dość konserwatywny tygodnik) sprawa była na tyle ważna w całej tej smutnej historii, że do reszty zamknęła RZECZNICZKĘ Praw Dziecka na większość mediów, która bałą się kolejnego ośmieszenia, otworzyła zaś na wyłączność dla wydawnictw pana Tadeusza Rydzyka z uwagi na życzyliwość (przynajmniej względem niej) i podobny światopogląd ich decydenta.
Ostatnimi czasy, największe kontrowersje wzbudził rzekomy pomysł Ewy Sowińskiej, dotyczący zakazu kontaktów seksualnych z osobami poniżej 18 roku życia. Wydawało się, że podczas wykładu na KUL, w marcu tego roku pani rzecznik przekroczyła wszelkie granice. Nie do końca. Informacja o owym zakazie została wyrwana z kontekstu poniższej wypowiedzi.
Należy pamiętać również, iż ochrona praw dziecka zaczyna się od momentu poczęcia, a kończy wraz z osiągnięciem pełnoletniości. Ustawodawstwo wielu krajów, w tym polskie, nie do końca wprowadza tę zasadę w życie np. w odniesieniu do kwestii dopuszczalności pewnych zachowań o charakterze seksualnym dokonywanych na szkodę dziecka. Kodeks karny stosuje tutaj, w moim odczuciu w sposób nieuzasadniony, kryterium wieku, które nie pokrywa się z definicją dziecka zawartą w aktach międzynarodowych. Jak wiemy przed częścią czynów chronione są dzieci jedynie do 15-ego(sic) roku życia (np.: produkowanie, utrwalanie lub sprowadzanie, przechowywanie lub posiadanie treści pornograficznych w celu innym niż rozpowszechnianie – art. 202 § 4 i 4a Kodeksu karnego). Rzecznik wielokrotnie postulował, aby podnieść tę granicę i ochroną objąć wszystkie osoby niepełnoletnie.
Jak widać - nie taki diabeł straszny, jak go malują. Dowód w ostatniej przytoczonej przeze mnie sprawie, stawia w wątpliwość pełną prawdziwość poprzednich, a na pewno w kształcie, w jakim zostały przedstawione.
Warto również dodać, że po tym „skandalu”, brukowy dziennik Super Express, w ramach dziennikarskiej prowokacji udowodnił uzależnienie RPD od wpływów Ojca Dyrektora. Słuchając jednak nagrania z rozmowy dziennikarza z Sowińską, wyraźnie widać, że jest ona osobą o słabej psychice, co tylko potwierdza tezę o mentalnym nieprzygotowaniu do działalności w sferze publicznej, w szczególności w polityce. Objawia się to także wielokrotnie okazywaną ignoracją w stosunku do błędnych informacji pojawiających się w debacie publicznej na jej temat (mam na myśli chociażby to, że pani Rzecznik nie miała pojęcia o tym, że jej partyjny kolega, Wojciech Wierzejski chwalił ją w mediach za rzeczy, których nie zrobiła).
Faktem jest więc, że pani Sowińska, jako osoba obawiająca się kontaktu z mediami, nie tłumacząca się ze swoich poczynań szeroko pojętej opinii publicznej, a jedynie jej wąskiej części, w postaci środowisk pro-toruńskich, nie nadawała się na swoje stanowisko (aczkolwiek przekazując regularnie informacje Polskiej Agencji Prasowej, nie zaniechała swoich obowiązków w tej materii - tyle, że w praktyce to nie wystarczy). RPD jest wszak organem kontrolującym państwo… a do tego naprawdę trzeba silnej ręki. Cała reszta - może rzeczywiście była często naznaczona prywatnymi poglądami, czy nawet uprzedzeniami Ewy Sowińskiej - ale nie na tyle, ażeby robić z niej kozła ofiarnego dostarczając igrzysk głodnej krwi gawiedzi.
Można by zapytać w czym teraz jest problem – bo przecież nie w osobie Rzeczniczki, która i tak, jeśli samam nie poda się do dymisji, zostanie usunięta ze stanowiska przez parlament. Kłopot tylko w tym, że jest ona dobrym przykładem, że środki masowego przekazu, działające w imię fundamentalnej cechy współczesnego państwa liberalno-demokratycznego, jaką jest wolność słowa, podkopują inne, równie ważne zasady demokracji. Nie można wszak mówić o pluraliźmie, jeśli jakakolwiek grupa, jest konsekwentnie spychana na margines przestrzeni publicznej, tylko dlatego, że ideologicznie nie zgadza się z tuzami władającymi niepodzielnie organami IV władzy. Kształtowanie opinii publicznej, co by nie powiedzieć, jest swego rodzaju misją. Nieważne, że nie wpisaną w statut, jak w przypadku TVP, bo wymaganą nie przez prawo, a przez dawno zapomniany kodeks zwany etyką dziennikarską.