Kanały:
Wpisy
Komentarze

Ja tam jeszcze wrócę…

MTVT RULZ!

Tak dla potomnych… mnie ruszyło, a was 3D?

Donald kastrator…

Jakże to nasza umiłowana Platforma pomysłową partią jest. Wpadła sobie na pomysł, zastosowany w różnych formach w kilku krajach. Pomysł kontrowersyjny – przymusowej kastracji skazanych za stosunki płciowe z małotenimi (pedofilia w Polsce nie jest karalna, pedofilowanie jest). Pomysł niezgodny z konstytucją, prawami człowieka, prawem międzynarodowym. Pomysł, na który społeczeństwo różnie mogło patrzeć.

Aż tu nagle – wybawienie, polski Fritzl, afera kazirodcza.

I w ten oto sposób, z pełnym emocji wystąpieniem premiera o zwyrodniałych zboczeńcach, o których nie można powiedzieć człowiek nie sposób polemizować. Tylko Ćwiąkalski, prawnik, trochę łagodzi atmosferę… ale tylko dlatego, żeby Tusk na idiote nie wyszedł (halo, konwencje o prawach człowieka).

I w całym tym rabanie nikt nie pamięta, że “zwyrodnialcy” są najzwyczajniej w świecie chorzy.A chorych się leczy, nie wyklina. Nikt nie pamięta, bo palenie czarownic jest bardziej efektowne. I na słupkach poparcia je widać.

Przykra prawda. Zawsze chciałem być dziennikarzem. Dziennikarzem idealistą. Lub politykiem, o analogicznym podejściu. Wystarczyło liznąć nawet lokalnej mikro-polityki, żeby mi przeszło.

Że politycy to klika trzymająca władzę – ściema. Że panuje demokracja – ściema poważna. Światem rządzą pieniądze i nic poza tym. Nie bogacze – żeby mnie źle nie zrozumieć. Bogaczami pieniądze rządzą jeszcze bardziej niż światem.

Poznałem to prawidło w małym, odciętym od wielkich interesów Tarnobrzegu. Wiem, że gdzie indziej jest jeszcze silniejsze. Z tego też powodu, wbrew temu, czego próbowali mnie nauczyć artyści na zeszłorocznym Międzynarodowym Festiwalu Teatrów Ulicznych, nie mam ochoty na donkichoterię.

Wolę żyć w zgodzie z ekonomią niż z samym sobą. Jest bardziej wpływowa. Beznamiętny pracoholizm czas pielęgnować…

Mea Culpa

Przepraszam nielicznych, którzy tu zaglądają, że tak zaniedbałem Aftervision. Na swoją obronę mam pracę, pracę i raz jeszcze pracę, załatwianie spraw związanych ze studiami oraz wrodzone lenistwo ;)

Z aktualności – jak zapewne się dowiedzieliście dzięki kolejnemu z cyklu Festynów Żałobnych TVN24, prof. Bronisław Geremek nie żyje. Przykro mi strasznie, bo to był moim idolem, ale…

NIE ZNIESĘ! Gdy jedne media olewają kwestię na bezczelnego, a inne robią sobie z niej Stypa-Szoł. W obu przypadkach, na miescu profesora Geremka czułbym się zażenowany. Ale właściwie po co ja to piszę – wątpię, ażeby koncern ITI i TVP poczytywały mnie za autorytet…

Druga strona medalu. Straciłem fascynację PD. Bez Geremka nie jest już taka atrakcyjna. Wygrywają z nią Zieloni. Od października wstępuję do partii.

3 dni w em ti vi ti

Całkiem sympatyczne. Moja kariera w lokalnej telewizji trwa w najlepsze, okazało się, że praca jest zajebista, podobnie jak ekipa i szefostwo. Wczoraj wyemitowano pierwsze materiały, przy których pracowałem… i generalnie jestem z siebie dumny :P Zainteresowanych zapraszam na www.tv.tarnobrzeg.pl -> gdzie programy można oglądać ze streamu…

VIVA LA VIE BOHEME!

MARK:
Dearly beloved we gather here to say our goodbyes

COLLINS & ROGER:
Dies irae dies illa

MARK:
Here she lies
No one knew her worth
The late great daughter of mother earth
On this night when we celebrate the birth
In that little town of Bethlehem
We raise our glass- you bet your ass to-

La vie Boheme!

Irena Sendler [*]

Bardziej zasłużyła na żałobę narodową niż jej poprzednicy… A żałoby ni hu hu…

Ach, jakże płonę!

Ach, jakże płonę! i nikt mi nie wierzy,
Nie, każdy wierzy mi, tylko nie on,
Najmilszy, którego siły nie zmierzyć;
Nie wierzy, chociaż w bród znamion.

O nieprzebrany wdzięku, mała wiaro,
Czy nie widzicie serca w moim oku?
Litość mi winna łaskę zlać nad miarę;
Lecz nie pisane tak w losów wyroku.

To serce, słabo grzejące cię z dali,
Chwała i czar twój, w rymach mych zawarte,
Mogłyby tysiąc innych serc zapalić.

Ogniu mój! Widzę, tnąc przyszłość myślami,
Język zamilkły, oczy – piękne martwe,
Co i po śmierci będą bić iskrami.

Jedna wielka ściema na temat achajskiej boskości i mojżeszowego potępienia.

Liceum się skończyło…

Nie będę opisywał wspomnień, bo słowa ich nie wyrażą. Opublikuję za to moją (naszą) mowę pożegnalną dla najukochańszej, najszaleńszej i w ogóle naj wychowawczyni, Doroci P. Tak na pamiątkę.

Portugalski noblista, Jose Saramago umieścił w swoim „Podwojeniu” nastepujące zdanie:

„Nauczyciele muszą iść do szkoły dobrze odżywieni, aby móc sprostać ciężkiej pracy sadzenia drzew lub zwykłych krzewów wiedzy na ziemiach w większości przypadków będących raczej jałowym ugorem niż żyznym czarnoziemem.”

Kto jak kto, ale pani, droga pani profesor, o obsadzaniu jałowych ugorów, regularnym nawożeniu, podlewaniu i pielęgnacji nieposłusznych krzaczorów przez te ostatnie 3 lata dowiedziała się chyba wszystkiego. I chociaż nie było łatwo, to z tych rozwydrzonych sadzonek udało się pani wyhodować całkiem niezły zagajnik.

Proces hodowli miewał swoje wzloty i upadki, ale na pewno nie można mu zarzucić, że był nieciekawy. Lekcje polskiego były zdecydowanie jednymi z najbardziej zajmujących i rozwijających nasze osobowości doznań, jakie napotkaliśmy w tej szlachetnej instytucji. I to wcale nie ze względu na niekwestionowane piękno literatury, ale raczej na kunszt i charyzmę nauczyciela.

No właśnie – charyzmę. Któż piękniej nazywałby nas tłukami saperskimi. Któż z większą gracją wypersfadowywał by nam praktykowanie naszego ulubionego zajęcia (którym były wagary). Wreszcie – któż z większym oddaniem (i skutecznością) walczyłby z dyrekcją i innymi nauczycielami o nasze oceny, przymykając jednocześnie oko na nasze wybryki. Oczywiście, czasem trzeba było trochę pokrzyczyczeć, ale to akurat nieodłączny element tego rzemiosła i mniemamy, że jeszcze będzie nam tego brakować.

Osobowość to w przypadku nauczyciela oczywiście nie wszystko – ale w pani przypadku wcale się na niej nie kończy. Otworzyła pani przed nami setki nowych światów, tworzonych w tysięcy setek lat istnienia wysokiej kultury. Mało tego – pozwoliła nam pani wyciągać z nich nasze własne wnioski, wzbogacając tym samym nasz światopogląd, wrażliwość, postrzeganie. Może mogliśmy wykorzystać pani rozległą wiedzę w nieco większym stopniu, ale nikt z nas tu obecnych nie jest ideałem i nie uniknął w ciągu ostatnich 3 lat chwil słabości wobec pokus lenistwa.

Okres nauki w liceum na Jachowicza był niewątpliwie najpiękniejszym okresem naszego dotychczasowego życia. Będą wiązały się z nim same miłe wspomnienia, gdyż niemiłe już dawno odeszły w niepamięć. Jako, że jest pani nieodłącznym elementem tej instytucji, a zarazem tych wspomnień, zawsze będzie się nam pani kojarzyć z cudownością tego fragmentu naszej młodości. Nie raz będziemy się chwalić, że naszą licealną wychowawczynią była pani Dorota Paruzel.

Niestety, wszystko co wspaniałe, szybko się kończy. Tak też kończy się nasza wspólne bytowanie w sali nr 38. Serdecznie dziękujemy pani za okazane serce, zastrzegamy, że co złego to nie my i życzymy kolejnych ogromnych sukcesów w kształtowaniu następnych pokoleń młodych umysłów. Będziemy tęsknić jak cholera. Albo nawet jeszcze bardziej!

Starsze wpisy »