Feed on
Wpisy
Komentarze

Mea Culpa

Przepraszam nielicznych, którzy tu zaglądają, że tak zaniedbałem Aftervision. Na swoją obronę mam pracę, pracę i raz jeszcze pracę, załatwianie spraw związanych ze studiami oraz wrodzone lenistwo ;)

Z aktualności - jak zapewne się dowiedzieliście dzięki kolejnemu z cyklu Festynów Żałobnych TVN24, prof. Bronisław Geremek nie żyje. Przykro mi strasznie, bo to był moim idolem, ale…

NIE ZNIESĘ! Gdy jedne media olewają kwestię na bezczelnego, a inne robią sobie z niej Stypa-Szoł. W obu przypadkach, na miescu profesora Geremka czułbym się zażenowany. Ale właściwie po co ja to piszę - wątpię, ażeby koncern ITI i TVP poczytywały mnie za autorytet…

Druga strona medalu. Straciłem fascynację PD. Bez Geremka nie jest już taka atrakcyjna. Wygrywają z nią Zieloni. Od października wstępuję do partii.

3 dni w em ti vi ti

Całkiem sympatyczne. Moja kariera w lokalnej telewizji trwa w najlepsze, okazało się, że praca jest zajebista, podobnie jak ekipa i szefostwo. Wczoraj wyemitowano pierwsze materiały, przy których pracowałem… i generalnie jestem z siebie dumny :P Zainteresowanych zapraszam na www.tv.tarnobrzeg.pl -> gdzie programy można oglądać ze streamu…

VIVA LA VIE BOHEME!

MARK:
Dearly beloved we gather here to say our goodbyes

COLLINS & ROGER:
Dies irae dies illa

MARK:
Here she lies
No one knew her worth
The late great daughter of mother earth
On this night when we celebrate the birth
In that little town of Bethlehem
We raise our glass- you bet your ass to-

La vie Boheme!

Irena Sendler [*]

Bardziej zasłużyła na żałobę narodową niż jej poprzednicy… A żałoby ni hu hu…

Ach, jakże płonę!

Ach, jakże płonę! i nikt mi nie wierzy,
Nie, każdy wierzy mi, tylko nie on,
Najmilszy, którego siły nie zmierzyć;
Nie wierzy, chociaż w bród znamion.

O nieprzebrany wdzięku, mała wiaro,
Czy nie widzicie serca w moim oku?
Litość mi winna łaskę zlać nad miarę;
Lecz nie pisane tak w losów wyroku.

To serce, słabo grzejące cię z dali,
Chwała i czar twój, w rymach mych zawarte,
Mogłyby tysiąc innych serc zapalić.

Ogniu mój! Widzę, tnąc przyszłość myślami,
Język zamilkły, oczy - piękne martwe,
Co i po śmierci będą bić iskrami.

Jedna wielka ściema na temat achajskiej boskości i mojżeszowego potępienia.

Liceum się skończyło…

Nie będę opisywał wspomnień, bo słowa ich nie wyrażą. Opublikuję za to moją (naszą) mowę pożegnalną dla najukochańszej, najszaleńszej i w ogóle naj wychowawczyni, Doroci P. Tak na pamiątkę.

Portugalski noblista, Jose Saramago umieścił w swoim „Podwojeniu” nastepujące zdanie:

„Nauczyciele muszą iść do szkoły dobrze odżywieni, aby móc sprostać ciężkiej pracy sadzenia drzew lub zwykłych krzewów wiedzy na ziemiach w większości przypadków będących raczej jałowym ugorem niż żyznym czarnoziemem.”

Kto jak kto, ale pani, droga pani profesor, o obsadzaniu jałowych ugorów, regularnym nawożeniu, podlewaniu i pielęgnacji nieposłusznych krzaczorów przez te ostatnie 3 lata dowiedziała się chyba wszystkiego. I chociaż nie było łatwo, to z tych rozwydrzonych sadzonek udało się pani wyhodować całkiem niezły zagajnik.

Proces hodowli miewał swoje wzloty i upadki, ale na pewno nie można mu zarzucić, że był nieciekawy. Lekcje polskiego były zdecydowanie jednymi z najbardziej zajmujących i rozwijających nasze osobowości doznań, jakie napotkaliśmy w tej szlachetnej instytucji. I to wcale nie ze względu na niekwestionowane piękno literatury, ale raczej na kunszt i charyzmę nauczyciela.

No właśnie – charyzmę. Któż piękniej nazywałby nas tłukami saperskimi. Któż z większą gracją wypersfadowywał by nam praktykowanie naszego ulubionego zajęcia (którym były wagary). Wreszcie – któż z większym oddaniem (i skutecznością) walczyłby z dyrekcją i innymi nauczycielami o nasze oceny, przymykając jednocześnie oko na nasze wybryki. Oczywiście, czasem trzeba było trochę pokrzyczyczeć, ale to akurat nieodłączny element tego rzemiosła i mniemamy, że jeszcze będzie nam tego brakować.

Osobowość to w przypadku nauczyciela oczywiście nie wszystko – ale w pani przypadku wcale się na niej nie kończy. Otworzyła pani przed nami setki nowych światów, tworzonych w tysięcy setek lat istnienia wysokiej kultury. Mało tego – pozwoliła nam pani wyciągać z nich nasze własne wnioski, wzbogacając tym samym nasz światopogląd, wrażliwość, postrzeganie. Może mogliśmy wykorzystać pani rozległą wiedzę w nieco większym stopniu, ale nikt z nas tu obecnych nie jest ideałem i nie uniknął w ciągu ostatnich 3 lat chwil słabości wobec pokus lenistwa.

Okres nauki w liceum na Jachowicza był niewątpliwie najpiękniejszym okresem naszego dotychczasowego życia. Będą wiązały się z nim same miłe wspomnienia, gdyż niemiłe już dawno odeszły w niepamięć. Jako, że jest pani nieodłącznym elementem tej instytucji, a zarazem tych wspomnień, zawsze będzie się nam pani kojarzyć z cudownością tego fragmentu naszej młodości. Nie raz będziemy się chwalić, że naszą licealną wychowawczynią była pani Dorota Paruzel.

Niestety, wszystko co wspaniałe, szybko się kończy. Tak też kończy się nasza wspólne bytowanie w sali nr 38. Serdecznie dziękujemy pani za okazane serce, zastrzegamy, że co złego to nie my i życzymy kolejnych ogromnych sukcesów w kształtowaniu następnych pokoleń młodych umysłów. Będziemy tęsknić jak cholera. Albo nawet jeszcze bardziej!

W obronie Ewy Sowińskiej…

Niniejszy artykuł powstał na fali dyskusji wywołanej przez planowane odwołanie oraz wywiad z panią Rzecznik, opublikowany w “Dużym Formacie”, a także jej niedawne wystąpienie w TVN24 („Kropka nad i” Moniki Olejnik), ale wątpliwości, które mam zamiar przekazać towarzyszą mi mniej więcej od sprawy postulowania “zakazu seksu przed 18 rokiem życia″. Prywatnie jestem dokładnie po przeciwnej w stosunku do Ewy Sowińskiej stronie barykady polityczno-światopoglądowej, nie cierpiąc zarówno środowisk toruńsko-lprowsko-pisowskich jak i mając ogromny dystans do łagiewnicko-platformianych… ale obawiam się, że w tym przypadku muszę wziąć jej stronę.
Ewa Sowińska została mianowana na swoje stanowisko będąc posłanką LPR w czasach sławetnej V kadencji, czyli okresie, gdy TVP zostało upartyjnione, a media komercyjne, z ITI i Agorą na czele robiły wszystko, żeby ówczesny porządek rzeczy zmienić, doprowadzając do kolejnych wyborów. Akcja, ku mej uciesze się powiodła… niestety, mimo zmiany rządu i składu parlamentu, RPD pozostała taka sama - sukces IV władzy był niepełny, a na to panowie Sowa, Wejchert & Walter, czy nawet Zygmunt Solorz-Żak i rodzina Królów (Króli? W każdym razie chodzi o tych tych od Agencji Wyd. Reklamowej „Wprost” ) nie mogli sobie pozwolić.
Pierwsze kontrowersje pojawiły się wraz z określeniem “listy zawodów, których nie mogłyby wykonywać osoby homoseksualne” - próby izolacji homoseksualistów od dzieci. Pomysł nie tylko poroniony, ale i oburzający – problem w tym, że wszystko wskazuje na to, że nie zrodził się on w głowie Sowińskiej, lecz dziennikarzy nazbyt intensywnie kojarzących jej osobę z ówczesnym wiceministrem edukacji Mirosławem Orzechowskim. 14 kwietnia 2008 pani Rzecznik, w porannej rozmowie z Jolantą Pieńkowską i Wojciechem Jagielskim (DD TVN), jasno podkreśliła, że było to nieporozumienie, (lub też ziennikarska manipulacja – jak kto woli), gdyż naprawdę adresatami feralnej listy miały być “osoby karane za pedofilię”. I zastanawiając się dokładniej - nie mam większego powodu wierzyć walczącym o sensację mediom, niż samej zainteresowanej, która, jak sama podkreśla - nie ma już nic do stracenia, a tym samym powodu do kłamstwa.
Kolejną, najbardziej spektakularną porażką pani Sowińskiej był dobrze wszystkim znany casus teletubisia z czerwoną torebką, Tinky-Winky. RPD została siarczyście przez wszystkich wyśmiana, a za oceanem dorobiła się nawet tytułu idioty roku (także wyolbrzymianego, bo przyznawanego bądź co bądź przez osobę prywatną, na jej BLOGU). Ale za co? Idiotyzmem jest, że damska torebka Tinky-Winky’ego jest, jak to określiła pani rzecznik “homoseksualnym podtekstem”? Na moje oko jest takim podtekstem – z tym, że po pierwsze nie ma w tym nic złego, a po drugie tzw. target serialu „Teletubbies” (czyli przedszkolaki) nie ma o tym bladego pojęcia. Głupotą jest tylko zamartwianie się, że polskie dzieci są narażone na “propagowanie homoseksualizmu”. Ale za takie słowa, tytuł idioty roku należał się 1/4 polskiego parlamentu wtedy, a także lwiej części dzisiaj.
Nagłośniona przez Wprost (nota bene paradoksalnie dość konserwatywny tygodnik) sprawa była na tyle ważna w całej tej smutnej historii, że do reszty zamknęła RZECZNICZKĘ Praw Dziecka na większość mediów, która bałą się kolejnego ośmieszenia, otworzyła zaś na wyłączność dla wydawnictw pana Tadeusza Rydzyka z uwagi na życzyliwość (przynajmniej względem niej) i podobny światopogląd ich decydenta.
Ostatnimi czasy, największe kontrowersje wzbudził rzekomy pomysł Ewy Sowińskiej, dotyczący zakazu kontaktów seksualnych z osobami poniżej 18 roku życia. Wydawało się, że podczas wykładu na KUL, w marcu tego roku pani rzecznik przekroczyła wszelkie granice. Nie do końca. Informacja o owym zakazie została wyrwana z kontekstu poniższej wypowiedzi.

Należy pamiętać również, iż ochrona praw dziecka zaczyna się od momentu poczęcia, a kończy wraz z osiągnięciem pełnoletniości. Ustawodawstwo wielu krajów, w tym polskie, nie do końca wprowadza tę zasadę w życie np. w odniesieniu do kwestii dopuszczalności pewnych zachowań o charakterze seksualnym dokonywanych na szkodę dziecka. Kodeks karny stosuje tutaj, w moim odczuciu w sposób nieuzasadniony, kryterium wieku, które nie pokrywa się z definicją dziecka zawartą w aktach międzynarodowych. Jak wiemy przed częścią czynów chronione są dzieci jedynie do 15-ego(sic) roku życia (np.: produkowanie, utrwalanie lub sprowadzanie, przechowywanie lub posiadanie treści pornograficznych w celu innym niż rozpowszechnianie – art. 202 § 4 i 4a Kodeksu karnego). Rzecznik wielokrotnie postulował, aby podnieść tę granicę i ochroną objąć wszystkie osoby niepełnoletnie.

Jak widać - nie taki diabeł straszny, jak go malują. Dowód w ostatniej przytoczonej przeze mnie sprawie, stawia w wątpliwość pełną prawdziwość poprzednich, a na pewno w kształcie, w jakim zostały przedstawione.
Warto również dodać, że po tym „skandalu”, brukowy dziennik Super Express, w ramach dziennikarskiej prowokacji udowodnił uzależnienie RPD od wpływów Ojca Dyrektora. Słuchając jednak nagrania z rozmowy dziennikarza z Sowińską, wyraźnie widać, że jest ona osobą o słabej psychice, co tylko potwierdza tezę o mentalnym nieprzygotowaniu do działalności w sferze publicznej, w szczególności w polityce. Objawia się to także wielokrotnie okazywaną ignoracją w stosunku do błędnych informacji pojawiających się w debacie publicznej na jej temat (mam na myśli chociażby to, że pani Rzecznik nie miała pojęcia o tym, że jej partyjny kolega, Wojciech Wierzejski chwalił ją w mediach za rzeczy, których nie zrobiła).

Faktem jest więc, że pani Sowińska, jako osoba obawiająca się kontaktu z mediami, nie tłumacząca się ze swoich poczynań szeroko pojętej opinii publicznej, a jedynie jej wąskiej części, w postaci środowisk pro-toruńskich, nie nadawała się na swoje stanowisko (aczkolwiek przekazując regularnie informacje Polskiej Agencji Prasowej, nie zaniechała swoich obowiązków w tej materii - tyle, że w praktyce to nie wystarczy). RPD jest wszak organem kontrolującym państwo… a do tego naprawdę trzeba silnej ręki. Cała reszta - może rzeczywiście była często naznaczona prywatnymi poglądami, czy nawet uprzedzeniami Ewy Sowińskiej - ale nie na tyle, ażeby robić z niej kozła ofiarnego dostarczając igrzysk głodnej krwi gawiedzi.
Można by zapytać w czym teraz jest problem – bo przecież nie w osobie Rzeczniczki, która i tak, jeśli samam nie poda się do dymisji, zostanie usunięta ze stanowiska przez parlament. Kłopot tylko w tym, że jest ona dobrym przykładem, że środki masowego przekazu, działające w imię fundamentalnej cechy współczesnego państwa liberalno-demokratycznego, jaką jest wolność słowa, podkopują inne, równie ważne zasady demokracji. Nie można wszak mówić o pluraliźmie, jeśli jakakolwiek grupa, jest konsekwentnie spychana na margines przestrzeni publicznej, tylko dlatego, że ideologicznie nie zgadza się z tuzami władającymi niepodzielnie organami IV władzy. Kształtowanie opinii publicznej, co by nie powiedzieć, jest swego rodzaju misją. Nieważne, że nie wpisaną w statut, jak w przypadku TVP, bo wymaganą nie przez prawo, a przez dawno zapomniany kodeks zwany etyką dziennikarską.

Parkolub

Do definitywnej wyprowadzki z Tarnobrzega zostało mi jakieś 1,5 miesiąca, co ostatnio składnia mnie do refleksji na temat moich wspomnień odnośnie tego miasta. Będę do niego pewnie nie raz wracał, ale jak je wtedy nazwę. Nie będzie to miasto mojego urodzenia (bo jest nim Kraków), nie będzie to miasto pięknych wspomnień (bo aż takie świetne nie są), nie będzie to miasto rodzinne (bo rodzina też emigruje, pod miasto, w ramach europejskiej mody na dezurbanizację). Właściwie jedyne co mnie z nim będzie łączyć to: babcia (bo to najwspanialsza kobieta mojego życia), LO (bo było przez te 3 lata moim życiem) i park dzikowski z zamkiem włącznie. I skupiam się właśnie na tym parku. Parku, w którym rośnie moje najukochańsze, stare jak świat i grube jak penis gwiazdora porno drzewo (Babcia Lipa parafrazując Pocahontas), w którym jest wielka, nigdy nie wykorzystywana polana, idealnie nadająca się na pikniki; częstowysychający, ultrazakwitnięty staw, który mnie zawsze fascynował; niedziałająca od niepamiętnych czasów fontanna; niespełnione Mission Impossible; sędziwy Miłorząg; wyniuniane Agawy; tajemniczy herb którego nie ma i mnóstwo innych rzeczy, które kocham.

I smutno. Bo nigdy nie myśli się o konsekwencjach własnych marzeń…

Rufus.

Nie wiem który już raz reanimuję tę domenę. Nie w tym rzecz.

Rufus Wainwright, pan od “Hallelujah” w Shreku, “gejowski mesjasz” … zawitał nad Wisłą. A konkretniej - w Warszawskim klubie Palladium, z supportem w postaci Tomka Makowieckiego. Świetna wiadomość, ale:

a) do stolicy kawał drogi
b) nie wygrałem biletów ;)
c) czasu jak na lekarstwo

…więc obejdę się smakiem. A R.W. to moja miłość od pierwszego wejrzenia (dźwięku?). Za znudzenie w głosie, bo śpiewa świetnie, ale jakby go to męczyło. Za fajne metafory. Za sympatyczną buzię (ryjem niekiedy zwaną). Za klasycyzm (a może barok?). Generalnie - osoba ta wybitnie mi odpowiada jako obiekt kultu. Niniejszym, polecam wszystkim zarówno “Release the Stars” jak i wszystkie inne albumy i czekam, aż ktoś wyjdzie z inicjatywą utworzenia sekty lub fanklubu…

Do zoba ;)